RSS
czwartek, 11 listopada 2010
rozdroża

Szukam pracy. Ale nie jest źle. Mam już jakieś rozmowy kwalifikacyjne ustawione na przyszły tydzień. Będzie dobrze. Wiem to. Jestem dobrej myśli.

Tymczasem nie mogę pozbierać się po tym wyjeździe. To miasto nie działa na mnie najlepiej. Wcale na mnie nie działa. Nie mam w nim energii. Jestem sama sobie. Nie lubię ludzi z tego miasta, nie lubię tych miejsc, ulic, pośpiechu, braku przestrzeni, braku życzliwości. Nawet odechciewa mi się wychodzić gdziekolwiek. Jak to jest, że tak chcę, tak trzymam się kurczowo tego miasta, tej perspektywyy dobrej pracy, możliwości zarobku, kończenia studiów, a z drugiej strony nie chcę tu być. Nie mam swojego miejsca. Nie mam. Stoję w miejscu. Cały czas są to jakieś rozdroża, różne kierunki, a żaden z nich nie klaruje się jako ten właściwy, odpowiedni dla mnie.

A On cały czas czeka na mnie aż wrócę. I wracam. Myślę intensywnie o własnej firmie, o przyszłości i boję się jak jasna cholera podjąć to ryzyko bycia z nim codziennie tu i teraz. Dlaczego tak się tego boję? Dlaczego tak odkładam to w czasie? Dlaczego nie wierzę, że możemy być szczęśliwi, chociaż jesteśmy?

Dlaczego nie potrafię zaufać miłości? Tylko cały czas sprawdzam wszelkie możliwości innego życia... czy w końcu znudzi go czekanie na mnie, aż wreszcie powiem zupełnie o tym przekonana: TAK?

00:29, lolitka_twoja
Link Komentarze (1) »
wtorek, 14 września 2010
Nowa praca

Nowa praca, nowe miasto, nowe życie. Trochę się obawiam. Ale o wiele bardziej cieszy mnie to całe zamieszanie. Będę dojeżdżała na studia. Drugi kierunek... został mi jeszcze ten rok... Tymczasem mam pracę w zawodzie i zaczynam już niedługo :) I'm so happy!!!!!!!!!

To będzie istne szaleństwo.Ta perspektywa odkrywania na nowo innego miasta, poznawanie innych ludzi z lekka mnie przeraża. Boję się, że w pracy mogę nie być dość dobra. Mieszkanie mam tylko na 3 miesiące póki co. Właśnie tyle sobie dałam na poukładanie wszelkich spraw i sprawdzenie, czy dam sobie radę, czy na siebie zarobię? Czy będzie mi tam dobrze?

To będzie kolejny rok rozłąki z Nim. Czuję, że może mi się udać. Z tym, że znów z dala od Niego. Chyba taka jestem. Niesie mnie raz na jakiś czas w różne strony. Jeszcze nie odnalazłam takiego miejsca... Mojego miejsca po prostu, gdzie czułabym się komfortowo, bezpiecznie i szczęśliwa. Dotychczas takim miejscem było każde tymczasowe, w którym byłam z Nim. Tymczasowe, nigdy tak naprawdę nasze. I tym razem też tak będzie. To nowe miasto nie będzie moim spełnieniem, póki nie będę tam z Nim. A na to, jak na razie, się nie zanosi.

Cały czas wraca perspektywa ślubu. Poprawka - ewentualnego ślubu. Jakoś już mnie to tak bardzo nie przeraża, jednak nie mam obsolutnie parcia na szkło. Czasami ktoś w rodzinie stara się podpytać, lub ze wzrokiem wbitym we mnie podśmiewają się z żarcików na ten temat. eeeee tam, nic sobie z tego nie robię. To moje życie i ja mam nad nim kontrolę. I podoba mi się to. Podoba mi się, ze zacznę na siebie zarabiać, że mam w sobie tyle odwagi, by zaczynać od zera w kolejnym dla mnie obcym mieście. Jestem silna i będę silna. I poradzę sobie. Jestem tego pewna.

01:07, lolitka_twoja
Link Komentarze (1) »
niedziela, 18 lipca 2010
za włosy zaciągnąć

Siedzę u niego prawie 2 tygodnia. Od niedawna Pani Magister!:) Aler jakoś specjalnie się nie cieszę, nie zdążyłam się nacieszyć faktem zakończenia tego etapu w moim życiu.. choć został jeszcze drugi kierunek...

Więc siedzę u niego w domu, sami... czuję się jak żona (można czuć się jak żona?) gotując obiad, witając go, gdy wraca z pracy...

Gdy go nie ma robię kursy, których powinnam się nauczyć. Praca?? Chwilowo nie w moim wymarzonym zawodzie, ale też jest ok. Robie drobne zlecenia, projekty. Mam 2 oferty pracy; jeszcze nie wiem, czy na którąkolwiek się zdecyduję, mam jeszcze czas... Tymczasem staram się odpoczywać. Szkoda, że nie nad wodą, ale obiecał mi, że na weekend pojedziemy nad jezioro:)

Może i moglibyśmy żyć razem. W sensie wspólnego współżycia na co dzień, w tym samym mieszkaniu. Coraz częściej słyszę o tym. Mówi mi, ze jest gotowy na następny krok, już od roku o tym myśli. Nawet gdyby pojawiło się dziecko (co jest dla mnie jeszcze niewyobrażalne), jest gotowy. Ale póki co, czekam na rozpoczęcie praktyk, poźniej pracę, a reszta jakoś się ułoży. Nie chcę nawet o tym myśleć. Mam mętlik w głowie. Zawsze miałam problemy z podejmowaniem ważnych decyzji.. więc oddalam te kwestie... wolałabym o tym nie rozmawiać. Jeszcze nie teraz.

Śmieszne to, kilka dni temu usłyszałam z jego ust: "I tak będziesz moją żoną, zobaczysz. Choćbym miał cię przed ołtarz za włosy zaciągnąć..."

19:20, lolitka_twoja
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 21 czerwca 2010
podciąga spodnie i ...

... i wraca do mnie jeszcze się tulić. Niegdy od razu nie wychodzi.

Skończyłam sesję, niedługo wyznaczą mi termin obrony dyplomu mgr. W miniony weekend wreszcie odetchnęłam pełną piersią. Odstresowywałam się przy nim. Tyle pieszczot, pocałunków i tulenia. Godzinami. Nie chciał mnie wypuścić z rąk ani na chwilkę. I znowu jestem tu. Jeszcze złapać promotora, spakować się, spotkać ze znajomymi zamin definitywnie wrócę do domu. Albo raczej do niego. Przecież od dawna już nie wracam do domu.

 

Zastanawiam sę, jak by to było, gdybyśmy razem zamieszkali? Niedawno miałam nieprzyjemną rozmowę z kimś mi bliskim z rodziny. Niestety, okazało się, że zaściankowe poglądy katolickie starszej osoby sprawiły, że mój związek bez ślubu będzie dziadostwem, tak samo jeśli zdecyduję się z Nim zamieszkać. Stracę w oczach całej rodziny i na dodatej przyniosę jej wstyd. Miałam kamienną twarz. Spytałam o jeden konstruktywny argument. Nie pojawił się, bo niestety: "co rodzina pomyśli?" jest dla mnie żadnym argumentem. Tak samo jak słowa typu: "Już nie jesteś młoda, a jeszcze trochę to będziesz starą panną". Dlaczego ta osoba wręcz chciała sprawić mi przykrość, chociaż wie, że liczę się z jej zdaniem? Nic nie odpowiedziałam. Tylko tyle, że to moje życie i nie mam zamiaru wychodzić za mąż, może nawet nigdy, a tym bardziej nie dla rodziny, którą powinno interesować moje własne szczęscie, a nie plotki. I tym skończyłam temat.

Chociaż nic nie dałam po sobie poznać, to w środku czułam jak serce mi się łamie. Komuś zależy na opini innych ludzi bardziej niż na moim szczęściu, nie respektuje moich poglądów, na dodatek twierdząc, że źle mnie matka wychowała.

22:39, lolitka_twoja
Link Komentarze (2) »
wtorek, 15 czerwca 2010
Nie mam czasu na życie

Dosłownie nie mam tego czasu. Albo raczej nie mam życia prywatnego.

Sesja trwa w najlesze. Ostatnie egzaminy i wpisy... Dziś dopisałam ostatnie linijki pracy magisterskiej. Jednak obrona będzie w pierwszym terminie, czyli w lipcu :) Tak, jak sobie założyłam. I zmęczona już jestem. Ale dam radę, jeszcze troszeczkę i nastąpi to wyczekwane zakończenie.

Zdecydowałam, ze pojadę do rodzinnego miasta na weekend, na wybory. Pojadę w sobotę, wracam w poniedziałek. 2 dni z nim, jeden głos, jedna herbata u bbci, jedna kawa z długo nie widzianą przyjaciółką. Nie byłam w domu od 3 miesięcy. Jak to szybko zleciało! Zapracowana byłam. On nie widział mnie od 1,5 miesiąca.

Telefony, telefony.. te poważne i te seks-telefony. eh

Przynajmniej w lipcu odpocznę. Zadomowię się u niego na 2 tygodnie, pewnie z łożka zrobimy sobie gniazdko, z którego nie będziemy przez ten czas wychodzili :) A ja zostanę jego królewną, która będzie rozpieszczał po trudach i znojach ostatnich pracowitych miesięcy. Już więcej na to nie pozwolę! Chcę podjąć pracę jak tylko skończę praktyki, a drugie studia kończyć dojeżdżając raz na jakiś czas. Tak będzie. Więcej rozstań nie zniesiemy. Przynajmniej nie takich długoterminowych.

Chwilami martwiłam się o nas. O Nas z wielkiej litery. Tak rzadko w tym roku mieliśmy okazję się widywać. To nam dało solidnie w kość. Czuję, ze jestem gotowa na większe zdecydowanie i zaangażowanie. Na wspólnie zamieszkanie. Powoli będziemy do tego dążyli. Myślę, że po znalezieniu przeze mnie pracy wszystko zacznie się klarować.

Ale powoli. Tymczasem zaczynam się już cieszyć nadchodzącym weekendem i momentem, gdy znów będzie trzymał mnie w ramionach. Chyba wybuchnę! Czuję te motyle w żołądku na samą myśl o tym, ze już tak blisko naszego spotkania. Jak to w ogóle możliwe, ze można być tyle lat ze sobą i nadal czuć ten powiew zakochania i euforii???

22:58, lolitka_twoja
Link Komentarze (1) »
piątek, 14 maja 2010
uczucia do przelania

Zlało mnie doszczętnie. Wyglądałam niczym zmokła kura, a po wejściu do mieszkania i rozebraniu się w korytarzu, okazało się, ze sucho miałam tylko w majtkach nie powiem gdzie heh:) Po dwóch dniach dostałam kataru i czuję się kiepsko, ale to minie.

 

Moje serce też nieco zalane. Tęskni, ale trzyma się dzielnie.

Odbierałam ostatnio synka mojej koleżanki ze żłobka, obiecałam go popilnować przez kilka godzin, żeby mogła załatwić swoje sprawy w prokuraturze (nie ma to jak przemoc w "rodzinie"). Współczuję jej takiego ojca dla jej dziecka ;( A maly był taki kochany, wyjątkowo grzeczny. Bawiliśmy, czytałam mu książeczki, zrobiłam obiad, tululuśmy się na kanapie... Ilekroć pomyślę, że nie jestem gotowa na dziecko, tylekroć mam przed oczami tego małego szkraba, który mnie uwielbia, z którym mam taki dobry kontakt. I nawet jak daje w kość, czy ma gorszy dzień, to i tak dla mnie jest naj. Wiem, że dałabym sobie radę z dzieckiem, że jestem na nie gotowa psychicznie, że mam do dzieci cierpliwość i odpowiednie podejście. W tej kwestii jestem o siebie spokojna, co mnie cieszy. Zanim poznałam A. i jej maluszka..., on był taki malutki, miał wtedy niecały roczek, bałam się go wziąć na ręce w obawie, że takie maleństwo może mi się wymsknąć... Mam w sobie tyle uczuc, którymi nie mam kogo, w tej chwili, obdarować.

Moja współlokatorka kupuje kota... hmmm, znajdzie się jeszcze jedno maleństwo do przelania tych wszystkich ciepłych uczuć:)

23:10, lolitka_twoja
Link Komentarze (3) »
środa, 05 maja 2010
śpiąca królewna

Po raz kolejny zapadłam się w ciebie. Obudziłam się ze snu.

Dwa dni całe wypełnione tobą. Ogrom lenistwa, przytulania, wspólnego egzystowania, jedzenia owoców i słodkości... bycia. Nocne rozmowy o marzeniach, tych całkiem realnych marzeniach do spełnienia. Plany, które mogłyby się wkrótce spełnić. Tylko mój lęk przed wspólnym mieszkaniem, życiem... jest równie proporcjonalny do twoich chęci ku temu. Niuansami przypominam ci wszystkie przeciw... a ty ugruntowujesz we mnie swoje przekonanie, że będzie nam cudownie, że tego własnie chcemy! Chcemy? Chcesz? Czy ja chcę? Może już w tym roku?

I cóż?

Pojechałeś.

Przestaję myśleć! Przestań o nim rozmyślać dziwczyno!!! Nie czas na to. Zabierz się za siebie i dokończ swoej sprawy.

13:15, lolitka_twoja
Link Komentarze (3) »
środa, 28 kwietnia 2010
Nic

Wszystko się zmienia.

Od jakiegoś czasu wstaję i działam machinalnie. Odsuwam od siebie wszelkie uczucia i emocje. Organizuję się, wyznaczam cele, zajmuję czas, by czasem nie myśleć za dużo, nie dumać zbytnio nad sprawami duchowymi.

Samotność. Od dawna nie myślałam tak o sobie. Zamknęłam się na emocje, zarówno te dobre, jak i złe. Nic. Teraz we mnie jest nic.

01:00, lolitka_twoja
Link Komentarze (2) »
środa, 07 kwietnia 2010
O miłości grzeszna....!

Ostatnie kilka dni w domu minęło niezwykle szybko. Bez zbędnych wizyt w kościele ;p Oczywiście nie obyło się bez nazwania mnie przez ojca poganką... heh normalka... Gdyby którekolwiek święta spędzone przeze mnie w domu były normalne i udane, to być może uwierzyłabym w cuda!!! Tyle w tym temacie.

Póki co biorę głeboki oddech i odcinam się od domu. Już jestem daleko... Przynajmniej na miesiąc:)

 

Wracając do tematu: o miłości grzeszna! jakześ to uczyniła???

A mianowicie: dostałam spóźniony prezent urodzinowy. A okazał się nim mini wibrator o słodkiej nazwie: Ldy finger... hahaha... No nigdy bym się nie spodziewała.. Co innego zastanawiać się nad takim urządzeniem, a co innego je mieć... mić w sobie. Doznania ciekawe... że tak je nazwę ciepło, cieplej, gorąco!!!!!! :D I męskie dłonie na moich białych piersiach i usta spijające wstrzymane oddechy... eh

Jednakże jestem już daleko, więc... nie myśleć, nie przypominać sobie, nie analizować. Nastawić się na tok intelektualny, poczytać na jutrejsze koło, wyperswadować z głowy wszelkie przyjemności. Ciężko będzie;/

 

Tak z innej bajki: Wrocław- fajne miasto... Kiedyś będę tam mieszkać. Być może nawet szyciej niż myślę...

20:40, lolitka_twoja
Link Komentarze (1) »
piątek, 26 marca 2010
Wiosna kontra chmury

I nagle jakoś ciepło się zrobiło na sercu wraz z nadejściem wiosny. Brakowało mi słońca. Tymczasem mgr sobie piszę. Nawet sprawnie mi to idzie. Powoli, ale sukcesywnie posuwam się do przodu :) Dodatkowe projekty też nie stoją w miejscu, tym bardziej się sobie dziwię, ze znajduję na to wszystko czas i mam ochotę się tym zajmować. Na dodatek dostałam nowe zlecenie :) Wpadnie jkiś pieniądz, miło ;)

Tylko w domu jakoś tak... hmm, nie wiem. Dawno tam nie byłam. Ponad miesiąc. Wypada pojechać na święta zjeść jajko itp. Eh. Jeszcze tydzień. Mam jeszcze tydzień, żeby się zebrać. Pewnie znowu poczuję ten cholerny ból brzucha jak przed każdym wyjazdem do miejsca, które powino być moim ukochanym domem. Jak to sztucznie brzmi.

Mama dzwoniła. Martwi się. Jest gorzej z pieniędzmi. Tata może stracić pracę. W cholerę, no!!! Kurwa jego mać! Że też to właśnie on musi utrzymywać w większości rodzinę??? Jeśli straci pracę będzie naprawdę ciężko. No nic, wiem, nie powinnam martwić się na zapas. Wiem to przecież. Mimo wszystko, przecież u niego w pracy wiedzą, że pije.

W planach od połowy lata mam zamiar zacząć szukać pracy... jak tylko zrobię praktyki z drugiego kierunku. Potem przejście na indywidualny tok nauczania, o ile pozwolą... i jakoś sobie poradzę. Mama chce, zebym mieszkała z nimi. Cholera. Oby się poukładało. Nie zniosę ojca na co dzień.

Mam ochote wrzeszczeć!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Iść gdzieś do lasu i wyć, tupać nogami i wrzeszczeć...

 

Ale przecież ciepło się zrobiło... więc póki co przeganiam z serca ciemne burzowe chmury.

00:00, lolitka_twoja
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6